Dzisiejszy dzień w Łodzi można podsumować tak:
"... szaro brudno i zima...
Nie ma Słowackiego
i nie ma Tuwima"
Są za to ulice imienia jednego i drugiego, i dziwnym trafem obie przecinają ulicę Kilińskiego, która będzie pośrednią bohaterką tego wpisu.
A bezpośrednim bohaterem będzie to:
"A cóż to?" padnie pytanie. Odpowiedź: odpadek z wysypiska, niegdyś pewnie fragment jakiegoś fajnego autka.
A to? A to jest, proszę Państwa, kupa odpadków z wysypiska. W dodatku owa kupa złomu zainstalowana jest na ścianie w samym centrum miasta.
Wygląda mało interesująco?
Zmieńmy zatem nieco prespektywę:
Lepiej, prawda?
Oto Jerzyk, który wyszedł z głowy i spod palców pana Bordalo II z Portugalii, i przysiadł na ścianie kamienicy przy Kilińskiego 127.
Genialny pomysł na wykorzystanie tego, co już niepotrzebne. Jak udało mi się przeczytać i zapamiętać wypowiedź w jednym z artykułów, autor chciał uczcić w ten sposób tego miejskiego ptaszka, a jednocześnie zwrócić uwagę na problem nadmiernej konsumpcji wspólczesnego świata.
Ja tam się nie znam, ale Jerzyk bardzo mi się podoba.
Skrawek koloru w szarej, zimowej przestrzeni miasta.
Napatrzcie się, bo do 2020 roku ta kamienica ma być... zburzona... :-(




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz