czwartek, 7 kwietnia 2016

Jana Brzechwy 5


Czesami człowiek zostaje przez murale zaskoczony.
Znienacka.
Tak było w przypadku tego murala. Wracając do domu, postanowiłam pójść "na skróty", między blokami i trafiłam na to cudo:


Autorką tego dzieła jest meksykańska artystka Paola Delfin. Mural pochodzi z 2015 roku i zwie się "Healing".
Zabieg chyba nieprzypadkowy, bo mural powstał na ścianie budynku, w którym mieści się przychodnia lekarska i chyba apteka.


Więcej pięknych owoców pracy tej niesamowitej artystki znajdziecie TUTAJ

piątek, 1 kwietnia 2016

Stare versus Nowe


W odległości około kilometra od siebie, można natknąć się na dwa ciekawe miejsca.
Pierwsze, to znane już Wam okolice Jerzyka przy Kilińskiego 127



Drugie miejsce to skrzyżowanie Sienkiewicza z Traugutta:




Na pierwszym zdjęciu ciężko dostrzec, ale oprócz Jerzyka, jest tam jeszcze jeden, stary mural-reklama z 1978 roku. Widnieją tam resztki napisu"Dla całej rodziny wyroby z dzianiny", a reklamuje się Zjednoczenie Przemysłu Dziewiarskiego i Pończoszniczego.


Przy Traugutta, poza Rubinsteinem w wariacji brazylijskiej, można natknąć się na mural PEWEX-owy. (Notabene, niedaleko działa sobie klub PEWEX. Ot,ciekawostka.)



Więcej o łódzkich muralach z czasów PRL-u  i ich losiemożna znaleźć TUTAJ. Polecam, bo to naprawdę bardzo ciekawy kawałek historii reklamy i designu.




Morcinka 2 i 4

Na mojej codziennej trasie do pracy mijam wyjątkowy, gigantyczny mural, złożony z dwóch części:








































Jest niesamowity. Powstał w 2014 roku w wyniku współpracy kilku artystów: Chazme, Sepe, Tone, Cekas i Proembrion. Jego lokalizacja to Morcinka 2 i 4, ale najlepiej widać go od strony Przybyszewskiego.
Kiedy powstawał, ciągle powtarzano, że to będzie największy mural w Europie i jedyny taki na świecie, bo złożony z dwóch części. Jego powierzchnia to około 1020 metrów kwadratowych. Za każdym razem, gdy na niego patrzę, mój wzrok przykuwa inny element, inna część. Coś nowego wyłania się z tych wszystkich kolorów i szczegółów. Robi wrażenie.



Czasem czuję się,jak ten człowieczek ze stożkiem drogowym na głowie...

piątek, 25 marca 2016

Zachodnia


Przy ulicy Zachodniej, na odcinku od Legionów do Więckowskiego, można się natknąć aż na cztery murale.
Pierwszy, przy AOIA, stworzył w 2009 roku Gregor Gonsior (o którym nieco więcej skrobnę w innym poście) do spółki z Tyberem (Marcin Tybuś). Był to jeden z pierwszych murali, jaki powstał w Łodzi w ramach Galerii Urban Forms.


Nie lubię zgadywać, co autor miał na myśli, zwłaszcza, jeśli sam się na ten temat nie wypowiada, więc podzielę się tym, co znalazłam w sieci. Generalnie powtarzają się opinie, że to mural nawiązujacy do symboliki łódzkiej (maszyna do szycia, kamera) i zmian zachodzących w Łodzi (kameleon jako symbol zmiany).

Etapy powstawania tego dzieła można obejrzeć TUTAJ.

Chodżmy dalej.







Mural przy Zachodniej 62a również jest autorstwa polskich artystów, Chazme (Daniel Kalinowski) i Sepe (Michał Wręga). Rubensowskie kształty versus cienkie i kanciaste kwadraty powstały w 2011 roku.

Inne dokonania tych dwóch artystów można znaleźć TUTAJ i TUTAJ.

Podziwianie wyginających śmiało swe kształtne ciała panów rozprasza nieco mural zaraz obok:




Ten dziwny ufo-ptaszek również przycupnął na ścianie kamienicy w 2011 roku. Wyfrunął spod palców francuskiego artysty o pseudonimie Remed. Mural już nieco wyblakł i pokruszył od momentu powstania, ale i tak można dostrzec nawiązania kolorystyczne do flagi francuskiej.

Więcej Remed-a TUTAJ



A na koniec spaceru "Kobieta z telefonem":



(Jeśli ktoś mnie dawno nie widział, to informuję, że obecnie tak właśnie wyglądam... ;-))



Tę dziwnie smutną kobietę, czekającą na telefon, stworzył w 2014 roku i porzucił  na rogu Zachodniej i Więckowskiego rosyjski artysta Morik. Jest to jeden z niewielu murali, który powstał na odnowionej już ścianie kamienicy.

Inne dokonania Morika znajdziecie TUTAJ.












czwartek, 21 stycznia 2016

INTI


Kiedyś wzięłam udział w łódzkiej Masie Krytycznej. Dzięki temu natrafiłam na Świętego Wojownika autorstwa INTI z Chile:




INTI,  ul. 28 Pułku Strzelców Kaniowskich 48

Święty Wojownik powstał w 2012 roku i jak dotąd, to mój ulubiony mural zagranicznego artysty, który zostawił swój ślad na pokładzie.
Jest coś magicznego i słonecznego w przedstawionej postaci. Urzekła mnie całość - pełne zagospodarowanie ściany, wszystkie detale, kolory... I nutka czegoś niepokojącego, czegoś, co nasuwa mi na myśl angielskie słówko "creepy".
Zdjęcia robiłam zimą, ale mimo to, wciąż bije światło i ciepło od  Wojownika. Zresztą, praktycznie większość prac INTI jest właśnie taka - słoneczna, ciepła, kolorowa. Być może ma to związek z jego pseudonimem. INTI, czyli bóg słońca.


Rok później, INTI namalował drugi, ogromny mural,  przedstawiający podróżnika w towarzystwie koziołków. 


To jedyny mural, który powstał na osiedlu Retkinia i jeden z największych powierzchniowo (35mx12m) murali w Polsce. Wiąże się z nim także ciekawa historia. 
Lokatorzy wieżowca, na szczycie którego przycupnął Podróżnik, dopatrzyli się w nim kosmity tudzież Jezusa (serio ludzie? ), w dodatku niektórym nie spodobał się fakt, że będą mieli namalowane kozy na boku bloku i pojawiły się protesty przeciwko dalszym pracom nad projektem.
Szczęśliwie, grupa odpowiedzialna za reprezentowanie głosu mieszkańców, nie zauważyła nic zdrożnego w muralu i poparła inicjatywę.


INTI, al. Wyszyńskiego 80, blok 267 (os. Retkinia)


Więcej o INTI znajdziecie tu:

http://www.streetartbio.com/#!about-inti-biography/c10j5

czwartek, 14 stycznia 2016

Miłość w podziemiu



W 2013 roku, w przejściu podziemnym niedaleko mojego domu, powstała ciekawa forma street artu. "Pocałunek miłości", bo taki ma tytuł to dzieło, zrealizowano w ramach Łódź Design Festival i projektu "Galeria w przejściu"

W całości przedstawia się mniej więcej tak (w oryginale są trzy paszczury z każdej strony):



źródło: http://lodzdesign.com/

Za materiał posłużyły płytki ceramiczne z Paradyża, a całość mozaiki zajmuje około 150 m2 powierzchni.



Co ciekawe, mamy już rok 2016, a ja dopatrzyłam się tylko (a może i aż) jednego przejawu wandalizmu:


Albo ktoś bardzo dba o tę ścianę, albo po prostu "Pocałunek miłości" się podoba i nie trzeba "poprawiać".




środa, 13 stycznia 2016

Pan Jerzyk


Dzisiejszy dzień w Łodzi można podsumować tak:

"... szaro brudno i zima... 
Nie ma Słowackiego 
i nie ma Tuwima"

Są za to ulice imienia jednego i drugiego, i dziwnym trafem obie przecinają ulicę Kilińskiego, która będzie pośrednią bohaterką tego wpisu.

A bezpośrednim bohaterem będzie to:



 "A cóż to?" padnie pytanie. Odpowiedź: odpadek z wysypiska, niegdyś pewnie fragment jakiegoś fajnego autka.


A to? A to jest, proszę Państwa, kupa odpadków z wysypiska. W dodatku owa kupa złomu zainstalowana jest na ścianie w samym centrum miasta. 
Wygląda mało interesująco? 

Zmieńmy zatem nieco prespektywę:


Lepiej, prawda?

Oto Jerzyk, który wyszedł z głowy i spod palców pana Bordalo II z Portugalii, i przysiadł na ścianie kamienicy przy Kilińskiego 127.
Genialny pomysł na wykorzystanie tego, co już niepotrzebne. Jak udało mi się przeczytać i zapamiętać wypowiedź w jednym z artykułów, autor chciał uczcić w ten sposób tego miejskiego ptaszka, a jednocześnie zwrócić uwagę na problem nadmiernej konsumpcji wspólczesnego świata.
Ja tam się nie znam, ale Jerzyk bardzo mi się podoba.

Skrawek koloru w szarej, zimowej przestrzeni miasta.

Napatrzcie się, bo do 2020 roku ta kamienica ma być... zburzona... :-(