czwartek, 21 stycznia 2016

INTI


Kiedyś wzięłam udział w łódzkiej Masie Krytycznej. Dzięki temu natrafiłam na Świętego Wojownika autorstwa INTI z Chile:




INTI,  ul. 28 Pułku Strzelców Kaniowskich 48

Święty Wojownik powstał w 2012 roku i jak dotąd, to mój ulubiony mural zagranicznego artysty, który zostawił swój ślad na pokładzie.
Jest coś magicznego i słonecznego w przedstawionej postaci. Urzekła mnie całość - pełne zagospodarowanie ściany, wszystkie detale, kolory... I nutka czegoś niepokojącego, czegoś, co nasuwa mi na myśl angielskie słówko "creepy".
Zdjęcia robiłam zimą, ale mimo to, wciąż bije światło i ciepło od  Wojownika. Zresztą, praktycznie większość prac INTI jest właśnie taka - słoneczna, ciepła, kolorowa. Być może ma to związek z jego pseudonimem. INTI, czyli bóg słońca.


Rok później, INTI namalował drugi, ogromny mural,  przedstawiający podróżnika w towarzystwie koziołków. 


To jedyny mural, który powstał na osiedlu Retkinia i jeden z największych powierzchniowo (35mx12m) murali w Polsce. Wiąże się z nim także ciekawa historia. 
Lokatorzy wieżowca, na szczycie którego przycupnął Podróżnik, dopatrzyli się w nim kosmity tudzież Jezusa (serio ludzie? ), w dodatku niektórym nie spodobał się fakt, że będą mieli namalowane kozy na boku bloku i pojawiły się protesty przeciwko dalszym pracom nad projektem.
Szczęśliwie, grupa odpowiedzialna za reprezentowanie głosu mieszkańców, nie zauważyła nic zdrożnego w muralu i poparła inicjatywę.


INTI, al. Wyszyńskiego 80, blok 267 (os. Retkinia)


Więcej o INTI znajdziecie tu:

http://www.streetartbio.com/#!about-inti-biography/c10j5

czwartek, 14 stycznia 2016

Miłość w podziemiu



W 2013 roku, w przejściu podziemnym niedaleko mojego domu, powstała ciekawa forma street artu. "Pocałunek miłości", bo taki ma tytuł to dzieło, zrealizowano w ramach Łódź Design Festival i projektu "Galeria w przejściu"

W całości przedstawia się mniej więcej tak (w oryginale są trzy paszczury z każdej strony):



źródło: http://lodzdesign.com/

Za materiał posłużyły płytki ceramiczne z Paradyża, a całość mozaiki zajmuje około 150 m2 powierzchni.



Co ciekawe, mamy już rok 2016, a ja dopatrzyłam się tylko (a może i aż) jednego przejawu wandalizmu:


Albo ktoś bardzo dba o tę ścianę, albo po prostu "Pocałunek miłości" się podoba i nie trzeba "poprawiać".




środa, 13 stycznia 2016

Pan Jerzyk


Dzisiejszy dzień w Łodzi można podsumować tak:

"... szaro brudno i zima... 
Nie ma Słowackiego 
i nie ma Tuwima"

Są za to ulice imienia jednego i drugiego, i dziwnym trafem obie przecinają ulicę Kilińskiego, która będzie pośrednią bohaterką tego wpisu.

A bezpośrednim bohaterem będzie to:



 "A cóż to?" padnie pytanie. Odpowiedź: odpadek z wysypiska, niegdyś pewnie fragment jakiegoś fajnego autka.


A to? A to jest, proszę Państwa, kupa odpadków z wysypiska. W dodatku owa kupa złomu zainstalowana jest na ścianie w samym centrum miasta. 
Wygląda mało interesująco? 

Zmieńmy zatem nieco prespektywę:


Lepiej, prawda?

Oto Jerzyk, który wyszedł z głowy i spod palców pana Bordalo II z Portugalii, i przysiadł na ścianie kamienicy przy Kilińskiego 127.
Genialny pomysł na wykorzystanie tego, co już niepotrzebne. Jak udało mi się przeczytać i zapamiętać wypowiedź w jednym z artykułów, autor chciał uczcić w ten sposób tego miejskiego ptaszka, a jednocześnie zwrócić uwagę na problem nadmiernej konsumpcji wspólczesnego świata.
Ja tam się nie znam, ale Jerzyk bardzo mi się podoba.

Skrawek koloru w szarej, zimowej przestrzeni miasta.

Napatrzcie się, bo do 2020 roku ta kamienica ma być... zburzona... :-(